Umoczeni – czyli nocowanie na łajbach

Strona główna > Blog > Umoczeni – czyli nocowanie na łajbach

Umoczeni – czyli nocowanie na łajbach

Kiedy pali słońce a woda jest idealna, co robi aplikator folii? Inaczej, co chciałby robić? Odpowiedź jest oczywista – stać po kolana w wodzie i oklejać łódki, mocno się pilnując, aby już więcej nic nie wpadło mu do wody np. rakla lub nożyk. Czyżby kolejny „Nóż w wodzie”? Jakby sequel ;-). Jednocześnie, niestrudzenie, delektuje się kolejnymi falami gorąca rozchodzącymi się po jego łysiejącej już głowie i wciąż silnych ramionach i martwi się, że te same letnie słoneczko, które tak zalotnie muska jego aplikatorską muskulaturę, jednocześnie rozpuszcza mu folie, którą aplikuje na kolejnej łodzi w wodzie po kolana, uda, pas…. A przecież napis musi wyjść prosto. A folia faluje… Woda faluje… W mózgu faluje…

– Uff, 30 sta! Jeszcze 20…

Ale to już jutro. Mały chłopiec wychyla się przez burtę ciekawy tych panów kręcących się wokół „łódki jego taty”. Oczywiście łódź jest wynajęta, ale to już małego chłopca nie obchodzi:

– Tato za ile wypływamy? – drze się zniecierpliwiony chłopiec do ojca zaplątanego aktualnie w cumy.

– Panowie, długo się zejdzie? – pyta zirytowany świeżo upieczony kapitan rodzinnej wycieczki na nowo wyczarterowanym Tango.

Ogień i dym! Raczej… woda i naklejki!



No dobra, dziś już odpuszczamy. Chociaż grilla upieczemy sobie wieczorkiem i podrzemy ryja w szantowym klimacie. Ochrona na przystani szybko jednak ucina nasze zapędy.

– Panowie, nasi klienci spłynęli tu by odpocząć…

– Kuźwa, co za czasy?! Zasada jest prosta: w dzień pływanie, w nocy śpiewanie! Co się stało z dzisiejszymi żeglarzami? Ale cóż, racja, nie ma co, robota jutro czeka” – dopijamy resztki „Kormorana” i schodzimy do kajuty, gdzie pozwolono nam spać w trakcie realizacji usługi zupełnie za darmo – tak to lubimy! Mało tego codziennie w innej łódce. Komfort i ergonomia wszelakich kajut stestowana-targi „Wiatr i Woda” zaliczone 🙂

Ale co tu takiego wyjątkowego? Może oprócz tego, że wszystkie 50 łódek, które oklejaliśmy 7 metrowymi naklejkami (prawie pełna zmiana koloru łodzi!) były zwodowane, że słońce niemiłosiernie paliło, a też woda była wyjątkowo mokra, i że jeden błąd aplikatora folii kosztował…, po prostu… kosztował, to najciekawsze w tym wszystkim było to, że… łódki już były wynajęte klientom i wszystkich wynajmujących za bardzo nie interesowało, że panowie od naklejek mają jakiś problem lub że się „nie wyrabiają”.

Kolejny dzień, kolejny upał, kolejny cel. Słońce smaga naoliwione uda i piszczele żony świeżo upieczonego kapitana, a woda podmywa bermudy niestrudzonym oklejaczom, czas płynie wolno, i tylko sporadyczny krzyk „mocniej” lub „naciągaj” przerywa błogą sielankę mazurskich wczasowiczów.

– Ile jeszcze na zostało do zrobienia?

– 6 szt., ale jest problem…

– Co tym razem?

– Mamy na to trzy godziny. Każda z łodzi wypływa z półgodzinnym odstępem!

– Bez żartów…

– No więc… Napieprzamy!!!

Ogień i dym… Folia i rakla… – jednolita myśl. Teraz wiatr, woda i upał – nie istnieją…. Tylko w tle słychać gitarę i dumny ryk: „[…]marynarzy floty wojennej!” Jazda!!

Nie ma rzeczy niemożliwych! Są tylko niedorzeczne!

#wyklejonewypłynięte

Powrót Blog

Top